WARSZTATY FOTOGRAFICZNE u Ani Ulanickiej



Kiedy Ania Ulanicka ogłosiła swoje pierwsze autorskie warsztaty, ja miałam opalać się gdzieś na plaży, popijać drinki i obserwować morskie fale...

Ale (jak mi się ładnie zrymowało) mąż z nogą w gipsie to dość spora przeszkoda w korzystaniu z uroków podróży poślubnej, a jakby nie patrzeć - zostawienie go w domu samego też nie miało sensu. Oczywiście nie brałam tej opcji w ogóle pod uwagę drogi Mężu!

Siedząc na SORze w szpitalu, gdzieś tam przemknęła mi myśl, że może uda mi się pojechać, ale głupio zaczynać temat, kiedy dzieją się takie smutne rzeczy. Jednak kilka dni później byłam już zapisana! Jak to ja, przed zapisami zdążyłam się już pięć razy rozmyślić, ale dostałam kopniaka, że mam jechać i już.



Ta na środku to ja! źródło: aniaulanicka.pl


Jak było?

Inspirująco i motywująco!
Ze studia wyszłam z ogromem wiedzy,
naładowana pozytywną energią i chęcią do działania.


  


Anię obserwuję od dawna. Jest dla mnie wzorem fotografa, który nie oszukuje, że wszystko spada z nieba. Otwarcie mówi, że trzeba ostro pracować, żeby być w miejscu, w którym ona jest teraz. I tym mnie kupiła od samego początku! Na swoim blogu i Instagramie pokazuje, jak wygląda jej droga i co zrobiła, żeby żyć z fotografii, pracować ze znanymi markami, robić sztosowe foty i jeszcze prowadzić świetnie działający biznes.




     

Warsztaty odbyły się w Studio Chmury na Chmielnej w Warszawie.


Warsztaty podzielone były na cztery panele. O szczegółach możecie przeczytać u Ani na blogu (tutaj).

W pierwszym opowiedziała nam swoją historię. Jak wyglądały jej początki, jak rzuciła etat jako architekt, czym są dla niej zdjęcia i jak podchodzi do samej pracy. Pokazała nam, że rozwój nie przychodzi w dwa dni, tylko potrzeba czasu, żeby być w czymś dobrym!

W drugiej części (dla mnie chyba najciekawszej) było o budowaniu marki jako fotograf. Bo wiecie - mieć ładne portfolio to jedno, a mieć dobrze działający fotograficzny biznes to drugie.

Na myśli kłębiące się w głowie odpowiedział za to Marcin - druga połówka Ani (Instagram Marcina tutaj). Co z tym Instagramem i Fejsbukiem, jak publikować treści, żeby nie wyskakiwać z lodówki i jak ruszyć z blogiem. Myślałam, że mi głowa wybuchnie!
Niby mam tego bloga już 3 lata, a ja serio nie wiedziałam, co mogę tu pisać i najważniejsze - JAK pisać. Zawsze główną rolę odgrywały u mnie zdjęcia, ale np. po statystykach wpisów z podsumowaniami widziałam, że lubicie czytać, co tam u mnie. Po radach Marcina jak ogarnąć te internety, na Instagramie przybyło mi masę obserwatorów i ta liczba ciągle rośnie. Czyli działa!





Następnie była sesja z modelką. Pozowała nam Ewelina - siostra Ani, która prowadzi bardzo ciekawy Instagram z tematami ekologii i dbania o środowisko (zobaczcie tutaj). Nie dostaliśmy gotowych wskazówek, typu ustaw parametry tak i tak, a wyjdzie ci takie i takie zdjęcie. Dostaliśmy za to rady, jak pracować z modelem i jak wykrzesać z niego coś więcej, niż nową profilówkę na fejsa. Sami też mogliśmy zrobić kilka ujęć. Moje widzicie w tym wpisie of kors!

Na koniec zajęliśmy się obróbką. Dostałam genialne info, jak radzić sobie z selekcją, bo u mnie zawsze trwało to wieki! Ocenialiśmy też zdjęcia wszystkich uczestników. Trochę bałam się tej części, bo wiecie jak to jest - każda krytyka trochę boli. A tu nie bolało wcale! Dowiedziałam się, co powinnam poprawić, a co jest okej. I wdrażam te rady w życie.





Na warsztaty jechałam z nutką niepewności. Trochę stresowałam się, na jakim poziomie będę w porównaniu z innymi uczestnikami. A okazało się, że poznałam meeega pozytywnych ludzi, których kręci rozwój i fotografia (naprawdę zróżnicowana!) W żadnym momencie nie dało odczuć się rywalizacji i sami chętnie dzielili się swoimi doświadczeniami.



Część warsztatowej ekipy. Zdjęcie: aniaulanicka.pl




  


Podobno inwestycje w siebie są najlepszą inwestycją. Więc zainwestowałam. I wyszłam ze studia z ogromem wiedzy i z zapisanymi wskazówkami, do których wracam. Ania i Marcin tworzą razem duet wybuchowy - to się nie mogło nie udać! A ja będę dalej szukać swojej drogi. No i działać!